Wywiad z Michałem Jelonkiem - Pomia.pl - Portal Pozytywnych Treści
reklama
Witaj, życzymy dobrego dnia, dziś 21 Kwiecień 2019    |    Pamiętaj o życzeniach imieninowych dla: Anzelm, Bartosz, Feliks

O festiwalach, osobistych upodobaniach, pracy i marzeniach, podczas drugiej edycji płockiego  Summer Fall Festiwal rozmawiam z Michałem Jelonkiem - polskim kompozytorem i skrzypkiem.

Co Pan sądzi o organizowaniu tego typu festiwali?

Jelonek: Każda impreza, która powoduje, że pokazuje się rożnych muzyków, nie tylko stałe, że tak powiem "nazwy" jest fajna, bo jest to dla każdego coś innego. Nie wszyscy muszą non stop bawić się przy tym samym zespole i to jest świetny pomysł, że można coś takiego robić, zwłaszcza, że to jest już końcówka sezonu, ostatnie plenery, więc potem przyjdą kluby i wtedy będzie już zupełnie docelowy słuchacz- taki, który wie czego chce.  Tutaj natomiast jest impreza otwarta, więc często trafia się publiczność dość przypadkowa. Czasami pierwszy raz słyszy jakiś zespół, wykonawcę, ale z drugiej strony to bardzo dobrze, bo wtedy artysta ma pewien test, czy potrafi przekonać do siebie kogoś, kto nie zna jego twórczości, czy potrafi go zachęcić. Moim zdaniem, również dla odbiorców jest to nowy eksperyment, bo słuchają czegoś nowego, innego gatunku muzyki, czy mniej znanego zespołu, który się okazuje, że wcale nie jest gorszy od kogoś, kto jest non stop na topie w mediach.

Woli Pan plenery czy grę w klubach?

Jelonek: Nie to, że wolę, bo jest to jednak odmienny sposób grania. Plener zazwyczaj w teorii jest większy, ma większy zasięg, scenę i więcej ludzi, więc ma to większe przełożenie na dotarcie do szerszej grupy odbiorców, ale za to człowiek jest troszeczkę dalej. Czasami w klubach jest tak, że gra się prawie twarzą w twarz. W klubie zazwyczaj impreza jest biletowana, więc nie jest to odbiorca przypadkowy, tak jak mówiłem- to ktoś, kto zna twoją twórczość, wie, czego się spodziewać i występuje innego  rodzaju chemia.

Na scenie jest Pan niezwykle energiczny, żywiołowy i zaskakujący, a jaki jest na co dzień Michał Jelonek, poza sceną?

Jelonek: Na co dzień jestem właśnie taki...ciepłe kluchy (śmiech), żeby tą energię odbudować po scenie. Mam dużo koncertów, więc w domu muszę się trochę wyciszyć, ale potem też mam taki nerw, muszę coś robić, kombinować, nagrywać. Mam wrażenie, że życie mamy jedno i nie jest ono aż tak długie, że przesiedzieć je przed telewizorem czy komputerem.

Inni artyści są zaszczyceni mogąc występować z Panem na jednej scenie, a czy jest taki artysta, a którym to Pan marzy staną na jednej scenie?

Jelonek: Żeby zagrać tak...? Jest paru wykonawców żyjących, ale najbardziej to marzę, żeby zagrać z Ludwigiem van Beethovenem, ale wątpię, że to mi się uda. Natomiast jest paru skrzypków... Nigel Kennedy, mam nadzieję, uda się zagrać kiedyś jakiś duet. W prawdzie wiadomo, że jest to wirtuozja , mogę mu jedynie czyścić buty, ale to jest jednak dla mnie pewnego rodzaju autorytet, na pewno. Z drugiej strony natomiast jestem z natury punkowcem, więc nie lubię autorytetów jakby od strony twórczości, dlatego, że szanuję i uwielbiam ich pracę, ale jako punk wiesz...mam swoją drogę.

Ja życzę jednak żeby się udało...

Jelonek: Dziękuję bardzo.

Czy jest taka rzecz, bez której nie potrafi Pan żyć... oprócz skrzypek?

Jelonek: Hmmm.... na pewno bez muzyki, chociaż czasami jest człowiek przemęczony koncertami, ma dość tego wszystkiego, dźwięku i najchętniej wypoczywa w ciszy, to na dłuższą metę chyba jednak muzyka, dźwięki, granie i słuchanie.

Jak opisałby/ zareklamował Pan samego siebie, gdyby zaszła taka konieczność w kilku słowach?

Jelonek: Nie wiem... nie mam takiego dystansu do siebie, żeby móc coś wymyślić, co mogłoby być reklamą. Po prostu... staram się uprzyjemnić życie swoje i innych skrzypieniem i tyle.

Plany zawodowe na najbliższą przyszłość...

Jelonek: Teraz kończymy nagranie płyty hunterowej, nowej płyty " Huntera", dalej będzie trasa. Potem, w listopadzie trasa jelonkowa po klubach i już w zimie będę knuł kolejną płytę jelonkową. Nie wiem kiedy będzie premiera płyty, bo to zależy jak się wszystko potoczy, ale mniej więcej w grudniu/ styczniu, mam nadzieję, że zacznę pracę nad nowym albumem.

Został Pan laureatem wielu nagród, wyróżnień, jest Pan ceniony przez innych artystów i przede wszystkim fanów, koncertuje Pan, zaraża swoją muzyką i energią ludzi... czego jeszcze mogę Panu życzyć?

Jelonek: Zdrowia, tak jak każdemu chyba, bo to najważniejsze. Jak jest zdrowie, to potem człowiek już sobie radzi z innymi rzeczami.

Na koniec trochę o gwiazdach... jest Pan zodiakalnym Bliźniakiem. Bardziej ceni Pan sobie zmysł czy piękno?

Jelonek: Chyba zmysł. Podejrzewam, że u kobiet jest to inaczej. Jest facet, który z wyglądu jest jak zwierze, wręcz nie jest, że tak powiem piękny, w tym stylu modelowym, ale ma to coś  w sobie, w oczach ma tę charyzmę i po prostu jest jak magnes. Tak samo kobiety.... są takie, które wcale nie są, powiedzmy, według jakiegoś kanonu pięknościami, ale mają to coś w sobie, coś, co przykuwa uwagę. A  czasami bywa, że modelka, którą widzisz na tysiącach plakatów, jak ją spotykasz, trzy minuty pogadasz i koniec. Można to odnieść do wszystkiego. Piękno przemija i zostaje tylko to co w środku. Mam wrażenie, że to połączenie emocjonalne jest dłuższe w czasie i bardziej wartościowe, niż połączenie tego typu, że coś komuś się podoba.

Czyli zodiakalnie  wszystko się zgadza... Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę udanych koncertów na dzisiejszej scenie oraz dalszych sukcesów i spełnienia marzeń- tych zawodowych jak i prywatnych.

Jelonek: Dziękuję również.

Magdalena Kotulska
fot. Autorka wywiadu z Jelonkiem - przyp. redakcji pomia.pl

reklama

Menu

Regiony

Portal

 
 

© 2011-2015 POMIA.pl Portal Pozytywnych Treści - Wszystkie prawa zastrzeżone