Anoko ni 1000% - Pomia.pl - Portal Pozytywnych Treści
reklama
Witaj, życzymy dobrego dnia, dziś 11 Kwiecień 2021    |    Pamiętaj o życzeniach imieninowych dla: Filip, Leon, Marek
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

grafika do recenzji Anoko ni 1000%Opowieść romantyczna z elementami obyczajowymi. Rzekłbym, że powieść/film/anime należąca do tego gatunku powinna być stosunkowo długa. Bądź co bądź atutem podobnych utworów są przekazywane i wywoływane przez nie emocje oraz zaprezentowanie mniejszych lub większych rozterek bohaterów tam występujących. Ażeby je w satysfakcjonujący sposób przedstawić, dobrze jest poświęcić im nieco czasu. Czy możliwe jest więc stworzenie dobrego anime z powyższego gatunku trwającego razem z endingiem raptem dziesięć minut? Po obejrzeniu recenzowanego tu tytułu nie zamierzam szafować kategorycznymi sądami, ale jedno wiem na pewno. W moich oczach Anoko ni 1000% tego celu nie osiągnęło. Ale po kolei.

Kogóż więc my tu mamy? W zasadzie wymienić warto tylko dwoje głównych bohaterów, którymi są Azusa i Ikumi. Co prawda przewijają się tu jeszcze trzy inne osoby, ale widać je w sumie raptem paręnaście sekund. A więc Azusa jest, co rzadko spotykane, menedżerką szkolnej drużyny piłki nożnej oraz dziewczyną o, powiedziałbym, mocnym charakterze, która wie na czym jej zależy. Natomiast Ikumi to jeden z zawodników tejże drużyny, chłopak raczej nijaki może odrobinę wolno myślący i odporny na aluzje. Tyle dobrego, że to nie totalna ciapa. Oboje są w tym samym wieku i chyba chodzą do ostatniej klasy liceum. Oboje są też w sobie zakochani, choć Ikumi ostatnimi czasy zdaje się zdecydowanie unikać Azusy. A ta ostatnia nie jest tym faktem szczególnie uszczęśliwiona… I to zasadniczo wszystko, co mogę powiedzieć o fabule i postaciach bez niewybaczalnego spoilerowania. Niewiele tego, nie? No właśnie…

A grafika i muzyka? Cóż, Anoko ni 1000% to już staruszka z 23 latami na karku, więc ci, którzy liczą na komputerowe fajerwerki z wodotryskami, a powyższy opis jeszcze ich nie zniechęcił, mogą od razu iść gdzie indziej. Ale. Jak na swój wiek ta OAV wygląda całkiem przyjemnie. Jasne, postacie nie są może super szczegółowe, tła straszą statycznością i pustką, a animacje są dosyć oszczędne, ale całość ma ten przyjemny staro-szkolny klimat, który z pewnością docenią koneserzy tego typu staroci. Przy odrobinie dobrej woli naprawdę można oglądać oprawę graficzną z pewną przyjemnością i bez ryzyka nabawienia się krwotoku z oczu. A muzyka? No cóż, jest, ale równie dobrze mogłaby i nie być. Brzdąka sobie w tle, jęczy i nuci, ale wlatuje jednym uchem i wylatuje niemal od razu drugim, nie zostawiając po sobie nawet wspomnienia. Przeciętność do n­‑tej potęgi w najgorszym wydaniu.

I cóż mogę powiedzieć w podsumowaniu? Po Anoko ni 1000% sięgnąłem z powodu nieuleczalnego optymizmu, który szeptał mi, że może być to miła oku perełka pozwalająca się wzruszyć, albo chociaż ucieszyć zgrabną historyjką miłosną. Kiedy zdałem sobie sprawę z długości odcinka, czar zaczął powoli pryskać, ale brnąłem dalej. I co ostatecznie otrzymałem? Historyjkę nijaką, bez specjalnej głębi, bez „iskry Bożej”, bez niczego, co usprawiedliwiałoby polecenie jej komukolwiek poza amatorami starej grafiki i animacji, którym niestraszne będzie poświęcenie 10 minut z życia na podziwianie obrazu doskonałej nijakości emocjonalnej i fabularnej. Cała reszta świata spokojnie może pozwolić tej OAV zarosnąć kurzem gdzieś tam w bezmiarze internetu, gdzie podobno nic nigdy do końca nie ginie.

Jacek „Diablo” Zając

reklama

Menu

Regiony

Portal

 
 

© 2011-2015 POMIA.pl Portal Pozytywnych Treści - Wszystkie prawa zastrzeżone