Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova - Pomia.pl - Portal Pozytywnych Treści
reklama
Witaj, życzymy dobrego dnia, dziś 11 Kwiecień 2021    |    Pamiętaj o życzeniach imieninowych dla: Filip, Leon, Marek
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zapewne nieobce jest wam, drodzy czytelnicy, to wredne uczucie zawodu, gdy rzecz bądź wydarzenie, z którymi wiązaliście mniej lub bardziej wielkie nadzieje, okazuje się je zawodzić. I nawet jeśli ostateczny wynik nie jest wcale taki zły, to w głębi ducha i tak pozostaje niedosyt. I tak, macie rację, dzisiejsza recenzja, niestety, będzie opowiadać o takiej właśnie zawiedzionej nadziei...

Akcja Aoki Hagane rozgrywa się w nieszczególnie odległej przyszłości i zgodnie z Hitchcocwskim przykazaniem, zaczyna się głośnym przytupem. Mianowicie, siły ludzkości ni z gruchy, ni z pietruchy zostają zaatakowane przez nieznaną morską potęgę, która otrzymuje miano Floty Mgły. Najeźdźca nie stosuje zbyt wysublimowanej taktyki, a jego jednostki wyglądają niczym żywcem wyjęte z okresu 2 Wojny Światowej. Mimo to, dzięki przewadze technologicznej, bez większego trudu roznoszą morskie siły obronne wszystkich kontynentów. Wróg mimo swej przewagi nie próbuje inwazji lądowej, zadowalając się zagłuszaniem kanałów komunikacyjnych i wprowadzając na światowej arenie swoisty impas. Flota Mgły panuje niepodzielnie na wodzie, a podzielona ludzkość egzystuje na lądzie, podejmując, od czasu do czasu próby walki. Nie, żeby wiele z tych prób wychodziło, ale sytuacja w końcu zaczyna ulegać zmianie... Otóż niejaki Gunzou Chihaya, obiecujący uczeń Japońskiej Akademii Morskiej, i syn zaginionego głównodowodzącego w ostatniej bitwie ludzkości, zostaje dopuszczony do pewnego tajnego projektu. A projektem okazuje się... zdobyczna łódź podwodna należąca do Floty Mgły. W pewnym momencie Gunzou dotyka jej kadłuba, a ta nieoczekiwanie ożywa i za pomocą reprezentującego jej sztuczną inteligencję dziewczęcego awatara, oznajmia mu, że ma imię Iona i od teraz będzie jego osobistą jednostką pływającą. W efekcie Gunzou "bierze" łódź, kompletuje sobie załogę z uczniów swojej akademii i w towarzystwie Iony, oraz niezależnie od oficjalnych władz, rusza na wodę robić koło kupra Flocie Mgły. I bić się z innymi dziewczęcymi awatarami tężę flotę reprezentującymi. No co tak patrzycie? This is Japan!

Powyższy zarys fabularny ma w sobie nader spory potencjał i gdyby go odpowiednio rozwijać można, by uzyskać naprawdę przykuwającą oko historię z ciekawymi zwrotami akcji. Cóż z tego jednak skoro o postaciach, a i o samym świecie przedstawionym dowiadujemy się w gruncie rzeczy tyle, co kot napłakał. Aoki Hagane powstało na podstawie mangi i domyślnie jest skierowane ewidentnie do zaznajomionych z nią fanów. O załodze Gunzou nie dowiadujemy się w zasadzie niczego, o powstaniu i motywach stojących za Flotą Mgły zresztą też nie. Sami Gunzou i Iona zostali zarysowani nieco szerzej, ale ten pierwszy zostaje przedstawiony jako w gruncie rzeczy prosty idealista obdarzony talentem taktycznym, a charakter i mimika Iony względem oryginału zostały znacząco zubożone. Poza tym wiele przedstawionych wydarzeń i zwrotów akcji zostało ewidentnie ukazanych na zasadzie "bo tak", co też w pozytywnym odbiorze serii nie pomaga... Zresztą, sami twórcy też zdają się zmieniać sobie realia kreowanego przez nich świata tak, jak im akurat pasuje. Weźmy taki przykład z samego brzegu. Iona zatapia, jak mówi swoją pierwszą "siostrę", czyli wrogi statek obdarzony własnym awatarem i twierdzi, że dziwnie czuje się z tą świadomością, co pewnie wedle twórców miało symulować "kaca moralnego" po tym quasi zabójstwie. I wszystko fajnie pięknie, co z tego jednak skoro już w następnym odcinku "zabita" dziewczyna hasa sobie jakby nigdy nic, a brak powiązanego statku w niczym zdaje się jej nie przeszkadzać? Po czort tworzyć tego typu pozory dramatu i głębi, by w chwilę potem samemu je tak bezczelnie niszczyć? I tak tu jest w sumie ze wszystkim. Najpierw piękna zapowiedź czegoś ciekawego i głębszego, a potem trzeźwiący zimny prysznic. Zupełnie jakby twórcy chcieli stworzyć coś dobrego i auto parodystycznego równocześnie. Jeśli takie faktycznie mieli zamiar, to nie wyszło im to, według mnie, zupełnie.

I tym bardziej, biorąc pod uwagę moje powyższe jęki i żale, boli, że seria ta została obdarzona ładną, szczegółową grafiką, całkiem dynamicznymi animacjami oraz sporym efekciarstwem. Innymi słowy, budżet na to anime był, tyle tylko, że zamiast przekierować go na dopieszczenie historii, tak by miała ona ręce i nogi, to władowano go w ładną oprawę tak, że reszta starczyła na coś, co miało potencjał, ale nie miało już dość sił, by naprawdę rozkwitnąć. Mógłbym jeszcze całkiem sporo nad Aoki Hagane biadolić. A to na urwane zakończenie, a to na coraz bardziej kosmiczne zwroty akcji, a to na nijaką ścieżkę dźwiękową i głupotę działań postaci... Ale po co? To byłoby w sumie jak kopanie leżącego, a i mnie, jakojako że po zapowiedziach Aoki Hagano wiązałem z tym tytułem spore nadzieje, wyżywanie się nad tą serią przyjemności nie sprawia. Tak jak i zapewne wam czytanie o tym.

Jacek "Diablo" Zając

reklama
 
 

© 2011-2015 POMIA.pl Portal Pozytywnych Treści - Wszystkie prawa zastrzeżone