Byousoku 5 cm - Pomia.pl - Portal Pozytywnych Treści
reklama
Witaj, życzymy dobrego dnia, dziś 11 Kwiecień 2021    |    Pamiętaj o życzeniach imieninowych dla: Filip, Leon, Marek
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jak tak patrzę na moje dotychczas opublikowana na portalu "Pomia" recenzje, to widzę, że dominują wśród ocenionych przeze mnie tytułów romanse, komedie bądź też komedie romantyczne. Nie, żebym uważał to za coś w gruncie rzeczy złego, wszak "Pomia" to portal z treściami pozytywnymi, toteż tytuły staram się dobierać również pozytywne. Ale, że zajmuję się przede wszystkim recenzjami anime, a gatunek ten ma do zaoferowania coś więcej niż tylko komedie i ich pochodne, dziś przedstawię wam, drodzy czytelnicy, tytuł tak jakby nieco ambitniejszy. Oto przed wami "Byousoku 5 cm".

 

Ci z was którzy pokuszą się o przetłumaczenie powyższego tytułu, odkryją, że znaczy on "5 centymetrów na sekundę" i odnosi się on do domniemanej prędkości spadania pojedynczego płatka kwiatu wiśni. Ambitne, prawda? Ba, fabuła jest nawet jeszcze bardziej ambitna. A to dlatego, że istnieje ona w tym tytule w sposób, co najwyżej szczątkowy. Ale odłóżmy na bok moje złośliwostki, gdyż "Byousaku 5 cm", nie jest raczej czymś, co ogląda się dla porywającej i wstrząsającej fabuły. Tytuł ten to bardziej coś, co należałoby określić popularnym obecnie słówkiem "doświadczenie", gdyż skupia się on przedstawieniu związku czy może raczej znajomości pary głównych bohaterów. Mianowicie Takakiego i Akari, niegdyś przyjaciół i sąsiadów, obecnie rozdzielonych z powodu zawodów swoich rodziców zupełnie zwyczajnych młodych ludzi. Jak wspominałem, fabuła praktycznie nie istnieje, a wydarzenia przedstawiają poszczególne etapy ich relacji. Od początku sprzed rozstania, po okres, gdy mieszkali w różnych miejscach aż wreszcie próbę kolejnego zobaczenia się nawzajem. Ot i wszystko. Przynajmniej pod kątem przedstawionej tutaj historii.

I gdyby ten tytuł miał faktycznie tylko tyle do zaoferowania, to pewnie przeszedłby w światku anime bez większego echa. Ale w tym konkretynym przypadku mamy do czynienia z conajwyżej średniej jakości fabułą przekazaną w formie, od której oko widza bieleje z zachwytu, a z rozdziawionej szeroko paszczęki płyną strużki śliny. Otóż moi drodzy czytelnicy/czytelniczki, musicie wiedzieć, że ten krótki tytuł doczekał się jednej z najdoskonalszych opraw technicznych w dziejach animacji i mimo że od jego premiery minęło 8 lat, to do dziś nie spotkałem się chyba z tak doskonałą graficzną maestrią. Długo mógłbym się tu rozwodzić nad techniczną doskonałością teł na na których poruszają się bohaterowie, nad tym, jak zachwycająco wyglądają refleksy słońca odbijające się w byle kałuży, jak ślicznie wyglądają opadające kwiaty wiśni, majestatycznie prezentują się odległe góry czy też, jak puchato wygląda spadający z nocnego nieba śnieg. Ale czy to w gruncie rzeczy ma jakiś sens? Mawia się, że jeden obraz wart jest tysiąca słów, tak więc wszystkie osoby pragnące nacieszyć tymi wszystkimi cudeńkami oczy, sięgną prosto do źródła. To prawda, że same projekty postaci i ich animacje szczególnie piękne już nie są, ale te niedogodności podkreślają tylko to, jak piękny jest świat, w którym poruszają się one i żyją. I na tle tych teł prezentuje się dobrze także oprawa dźwiękowa, niewybijająca się, co prawda przed szereg, ale odpowiednio nastrojowa i podkreślająca temat opowieści.

Jak napisałem we wstępie, "Byouaku..." to tytuł z ambicjami. I wynikającymi z tego tytułu przywarami. Mimo że początkowo może wydać się on romansem, jest to raczej bardziej oderwany z większej całości obyczajowy okruch życia, starający się przekazać sobą głębsze treści i skłonić widza do refleksji nad takimi tematami jak związki na odległość, siła wzajemnych uczuć czy też losy ludzi, których z przyczyn obiektywnych dzielić zaczęły wielkie odległości. Dla niektórych te przymioty będą oczywiście zaletami, ale dla wybitnej większość, tytuł będzie zwyczajnie nudny i zapewne niezbyt zrozumiały. No ale tak to już zwykle z tytułami ambitnymi jest, że przyciągają one do siebie ludzi, o pewnych konkretnych zachciankach... Ale w tym przypadku fabuła to jednak nie wszystko. Zaprezentowaną tu historią warto zainteresować się choćby tylko dla jej przepięknej oprawy. Można bez większej straty puścić mimo uszu dialogi i cieszyć oczy i uszy pięknymi tłami, światłocieniami oraz kojącą muzyką.

 

Jacek "Diablo" Zając

reklama
 
 

© 2011-2015 POMIA.pl Portal Pozytywnych Treści - Wszystkie prawa zastrzeżone