Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
hula

Kamil Stoch skakał w Soczi w kombinezonie w kolorze „malinka". – Chłopaki lubią ten kolor, bo dobrze się im kojarzy, z ubiegłorocznymi Mistrzostwami Świata. A teraz zdobył złoto – mówi Marcelina Hula, prywatnie żona naszego skoczka Stefana Huli, a oficjalnie magister inżynier włókiennictwa po Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej i właścicielka firmy Huligan's szyjącej kombinezony dla polskiej kadry.

„Huligan's" pochodzi od nazwiska, ale Marcelinę Hulę cieszy, że tyle różnych znaczeń kojarzy się z nazwą jej firmy ze Szczyrku. Szyciem kombinezonów razem z mężem zajęli się kilka miesięcy temu, trochę z przypadku. W ubiegłym sezonie zimowym poprzednie kombinezony nie sprawdziły, więc na spotkaniu kadry padł pomysł, aby ich wykonywanie powierzyć Marcelinie, absolwentce włókiennictwa z 2010 r. w bielskiej Akademii.

Dla osiągnięcia dobrych wyników w czasie zawodów jeden kombinezon wystarcza na kilkanaście skoków. Potem, po okresie ekstremalnych naprężeń, traci już swoje właściwości. Z tych względów np. do produkcji nie używa się zwykłych maszyn do szycia, bo nie można na nich uniknąć naciągania materiału. To bardzo precyzyjne krawiectwo, wymagające znajomości zarówno reguł samego zawodu, jak i doskonałego przygotowania materiałoznawczego oraz przede wszystkim przepisów narciarskiej federacji FIS. – Reguły dotyczące kombinezonów, za które można zdyskwalifikować zawodnika, idą w dziesiątki. I co roku się zmieniają. A trzeba je jeszcze przełożyć na praktykę krawiecką tak, aby przy dostosowaniu się do jakiegoś przepisu nie zniszczyć przez przypadek właściwości materiału – wyjaśnia Marcelina Hula.

Materiał do produkcji kombinezonów musi mieć certyfikat, produkują go tylko dwie firmy na świecie. To kompozyt, w którym najbardziej liczy się jego przepuszczalność powietrza. Marcelina Hula pokazuje fragment materiału, który w dotyku jest jak skóra foki – gładka „z włosem", i niezwykle szorstka w przeciwną stronę. Materiał musi być dodatkowo nierozciągliwy i nie zmieniać swoich wymiarów, bo właśnie za przekroczenie wymiarów kombinezonu najłatwiej zostać zdyskwalifikowanym. W czasie zawodów każdy zawodnik jest przez federację FIS mierzony, a różnica między wymiarami kombinezonu a obwodem zawodnika nie może przekroczyć 2 cm. – Sam materiał ma grubość pół centrymetra, więc granice błędu są naprawdę niewielkie – dodaje producentka kombinezonów. Przez kilka miesięcy szycia kombinezonów nabrała wprawy i wprowadziła kilka własnych pomysłów. Bardzo pomaga jej codzienny kontakt z „klientami", dzięki czemu na bieżąco może notować uwagi o kolejnych wersjach swoich wyrobów i nanosić poprawki.

Absolwentka włókiennictwa na ATH ciągle utrzymuje kontakt z uczelnią. – Tutaj zdobyłam specjalistyczną wiedzę z włókiennictwa i odzieżownictwa z zakresu konstrukcji odzieży i właściwości materiałów, bez których trudno sobie wyobrazić pracę, jaką teraz wykonuję – mówi Marcelina Hula. Do Soczi nie pojechała, pojechało za to kilkanaście kombinezonów, które dla polskiej kadry uszyła. Szyje je także dla skoczków ukraińskich, słowackich i czeskich. Przerwę pomiędzy zawodami olimpijskimi wykorzystała, aby odwiedzić macierzystą uczelnię. – Chciałabym skorzystać ze specjalistycznej aparatury, m.in. do badania przepuszczalności powietrza materiałów tekstylnych i badań wytrzymałościowych. W ATH ją mają.

Na zdjęciu obok Marceliny Huli stoją prof. ATH dr hab. inż. Jan Broda oraz dr inż. Katarzyna Kobiela-Mendrek.

materiały prasowe ATH